Aktualności
Czy historia się powtarza...?
Często życie stawia nas przed problemami dla których ciężko jest znaleźć rozwiązanie. Próbujemy wszystkiego co jest nam znane, staramy się z całych sił i nic... Aż przychodzi dzień w którym rozwiązanie pojawia się niczym grom z jasnego nieba i zadziwia nas swoja prostotą.
Historia pokazała wiele takich przykładów, jednym z nich było odnalezienie przyczyny powstawania pelagry. Choć w dzisiejszym świecie słyszy się o niej dość rzadko to jeszcze krótki czas temu zbierała śmiertelne żniwo i spędzała sen z powiek mieszkańcom naszego globu niczym dziś takie choroby jak rak.
Pelagra to inaczej rumień lombardzki. Objawy tej choroby w przeciwieństwie do rozwijającego się nowotworu który przez długi czas pozostaje w ukryciu są bardzo drastyczne. Zaczyna się dość niewinnie pogorszenie nastroju, bezsenność, agresja, osłabienie, otępienie aż... Nasze ciało w okolicach odkrytych części ciała takich jak ręce lub twarz zaczynom wyskakiwać wrzody. Z czasem owrzodzenie obejmie również naszą jamę ustną i zacznie pojawiać się niekończąca się biegunką. Wszystko to oczywiście doprowadza chorego do śmierci w męczarniach.
Kiedyś ta choroba zaczęła dziesiątkować ludność południowej części USA. Ówcześni lekarze siali przypuszczenia to że swego rodzaju wirus i można się nią zakazić poprzez kontakt z chorym. Utrzymywali że nie ma na to lekarstwa i tak za założonymi rękami patrzyli jak ich podopieczni schodzą z tego świata. Innego zdania był lekarz żydowskiego pochodzenia który przybył w tym czasie na południe z Nowego Jorku w celu dokładniejszego zbadania tej choroby.
Po jakimś czasie w chwili przebłysku dostał olśnienia i wysnuł trafną hipotezę iż to nie wina żadnego wirusa lecz diety. A możecie mi wierzyć że w tych czasach była bardzo uboga i jednolita szczególnie wśród biedniejszych mas, właśnie tych u których najczęściej występowały przypadki zachorowań.
Główną przyczyną miał być znaczny niedobór niacyny czyli... witaminy B3 lub PP. Wynikało to z faktu że w tamtych czasach dieta była bardzo uboga w tak potrzebne naszemu organizmowi białka.
Fakt rozgłosił i zamiast otrzymać nagrodę szybko został okrzyknięty przez tamtejszych lekarzy szarlatanem. Dlaczego? Oj... nie podobało się nikomu że ktoś z Nowego Jorku żydowskiego pochodzenia będzie mówił że na południu mają złą dietę i w ogóle jak śmiał podważać tutejsze autorytety... Znacie to?
Nasz bohater nie schował broni, postanowił zrobić eksperyment na więźniach którzy dobrowolnie zgłosili się do programu badawczego ze względu na perspektywę wcześniejszego zwolnienia. Zaczął karmić ich głównie pulpa kukurydzianą. Oczywiście wraz z upływem czasu zaczęły się pojawiać pierwsze objawy choroby. Niestety pod naciskiem środowiska lekarskiego kazano mu przerwać eksperyment.
Ale i to nie zniechęciło go do głoszenia swojej racji. Postanowił przeprowadzić eksperyment na samym sobie i swojej żonie. Tamtejsi lekarze twierdzili że to choroba zakaźna więc robił wszystko aby się nią zarazić. Wraz z żona oraz grupką jego zwolenników zaczęli codziennie spożywać, wstrzykiwać, wlewać do nosa itd... wszystkie możliwe wydzieliny pochodzące z ciał zakażonych. Obrzydliwe... ale wynik eksperymentu był jednoznaczny. Nikt się nie zaraził...
Myślicie że to kogoś przekonało? Nie...
Racje dopiero przyznano mu po jego śmieci. Joseph Goldberger był pionierem swoich czasów. Człowiekiem który nie bał się patrzeć tam gdzie nikt nie zaglądał i bronić swoich racji do końca i za wszelką cenę.
Podobne historie lubiły się powtarzać przez stulecia. Ciekaw jestem ile jeszcze banalnych rozwiązań może się przyczynić do uratowania istnień ludzkich i jak wiele świat lekarzy naukowców blokuje przez swoją ignorancje bądź ze względu na inne czynniki.